Pokazywanie postów oznaczonych etykietą punk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą punk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2009

Cococoma "All I Give" (Shit Sandwich Records, 2006)

Debiutancki singiel jednej z najlepszych, moim skromnym, kapel ostatnich lat. Energiczne i mocne, a jednocześnie bardzo melodyjne. Trashowy punk'n'roll z organkami, który rozrusza każdego. Trzon zespołu stanowi małżeństwo, państwo Roe. Mąż jest wokalistą i jednocześnie perkusistą.

1. All I Give
2. Don't Tempt Me
3. Premonition

http://www.mediafire.com/?kmsxywyxnnz
15.6 mb

do posłuchania "Don't Tempt Me"

oraz "Premonition"

czwartek, 13 sierpnia 2009

Dirtbombs "Horndog Fest" (In The Red, 1998)

Debiut najdłużej istniejącej kapeli Micka Collinsa (Gories, Blacktop). To zespół znany z tego, że energetycznego rock'n'rolla miksuje z popowymi melodiami (sic!). Ale na tym krążku jeszcze swojego stylu nie mieli uformowanego. I jest mój ulubiony ich krążek. Chaotyczna mieszanka, od hałaśliwego punkrocka pełnego "noise'owych brudów" przez melodyjny rock'n'roll po wycieczki w stronę oldskulowej psychodelii. Klasa sama w sobie.

1. Vixens In Space
2. I Can't Stop Thinking About It
3. Granny's Little Chicken
4. Bittersweet Romance Song
5. Armageddon Double Feature (Lovesick Blues #4)
6. She Blinded Me With Playtex
7. A Brief Treatise On The Discovery Of Antimatter
8. Pheremone Smile
9. My Heart Burns With Deeps Of Lurve
10. Burnt To Cinders
11. Fox Box
12. Shake!! Shivaree

http://www.megaupload.com/?d=RACE3Q91
25.97 mb

do posłuchania "I Can't Stop Thinking About It"

oraz "She Blinded Me With Playtex"

środa, 12 sierpnia 2009

Coachwhips "Bangers Versus Fuckers" (Narnack Records, 2003)

John Dwyer to kolejny nadludzko płodny bohater tego bloga. Coachwhips to jedna z wielu jego kapel, żeby tylko wymienić The Hospitals czy Thee Oh Sees. Podobno na początku Coachwhips miało być jednoosobową orkiestrą grającą muzykę awangardową. Szybko do Dwyera dołączyłą jednak pewna para i kapela zaczęła siać nie lada zniszczenie. Punkowa prostota, zadziorność i tempo oraz do bólu rock'n'rollowe riffy. Specyficzna minimalistyczna perka kojarząca mi się z Gories i Oblivians. Słynęli też z tego, że ni ch nie da rady zrozumieć choćby fragmentu tekstu. Płyta kurewsko głośna, tak więc słuchać tylko późnymi nocami. 250% trash!

1. You Gonna Get It
2. Extinguish Me
3. I Knew Her
4. Purse Peekin'
5. Dance Floor Bathroom
6. I Drank What?
7. Evil Son
8. The Alarm
9. Recline, Recline
10. Muscle of Love
11. Good Night, Good Bye

http://www.sendspace.com/file/sumqc6
24 mb

do posłuchania "You Gonna Get It"

oraz "Purse Peekin'"

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Oblivians "Barristers Ninety Five" (In The Red, 2009)

Koncert z 1995 roku wydany z okazji reaktywacji. Panowie ostro czadzą do samego końca bez oznak zmęczenia, bawiąc się chwilami w chaotyczne improwizacje. Zajebiste kawałki i zajebista jakość. Niemało coverów (np. Compulsive Gamblers, Demolition Doll Rods), ale jak to ktoś napisał, Oblivians grają cudze kawałki tak jakby do nich należały. Większość utworów w nieco innych wersjach niż na wydawnictwach studyjnych (perkusja!). Album wydany tylko na vinylu, do kupienia jedynie podczas gigów Oblivians/Gories lub u wydawcy;)

http://www.intheredrecords.com/

1. Oh How To Do Know
2. Losing Hand
3. We're The Doll Rods
4. Ja Ja Ja
5. Hey Ma, Look At Sis
6. Mystery Girl
7. Teardrop For You
8. Vietnam War Blues
9. Pill Popper
10. Strong Come On
11. The Leather
12. The Drill
13. Let Him Try
14. Black September
15. Trouble
16. The Leather Part II
17. Clones

http://www.mediafire.com/?izuxxm20n2q (link znaleziony na blogu Nothing But Trash)
79 mb

do posłuchania "Losing Hand"


oraz "Mystery Girl"

wtorek, 7 lipca 2009

Tokyo Electron "Tokyo Electron" (Shattered Records, 2005)

Jak już pisałem, do Ryana Wonga doszedł inny ex-Reatard, Steve Sleaze i razem nagrali debiutancki album wyprodukowany przez Jaya Reatarda. No i produkcja naprawdę zaskakuje - po takiej ekipie spodziewałem się sporej ilości garażowego hałasu i wściekłości, a tymczasem dźwięk jest tu dosyć przestrzenny i brzmienie absolutnie uszu nie rani, choć oczywiście brud całkiem nie zniknął. Całość to mocny i zadziorny, ale też dosyć przebojowy rock'n'roll ze śladami punkrocka. Słychać chwilami też coś innego - nieco psychodeliczne odjazdy, ale tutaj jeszcze dosyć nieśmiało (dopiero ostatnio poszli bardziej w tym kierunku, już praktycznie całkowicie odcinajac się od punkrocka; swoją muzyka nazywają teraz "desert rock"). Miejscami słychać wpływ Oblivians, a nawet Reigning Sound, za to Reatards już nie bardzo, a Wong coraz rzadziej drze ryja. Lub jeszcze inaczej, może bardziej przekonująco - mimo tych skojarzeń trzeba stwierdzić, że Tokyo Electron na tym wydawnictwie odnalazło swój własny styl. Jak dla mnie bomba. A w repertuerze miażdżące wykonanie utworu poppunkowych klasyków, the Plugz.

1. Hangman's Song
2. Electrify Me
3. Theyll Come For You
4. Yuma County
5. Darkside
6. Mis Ojos
7. Make Me Bleed
8. Dark Skin Lady
9. Im Worthy
10. I Cant Have You
11. When You Hear Me
12. Down On The River

waga: 55 mb

do posłuchania "Make Me Bleed"


http://www.megaupload.com/?d=USU6WE54

Black Lips "Los Valientes Del Mundo Nuevo" (Vice, 2007)

Ta płyta to być może jeden wielki szwindel. Największe pojeby współczesnego garażu pojechały do Tijuany dać koncert, który został zarejestrowany i natychmiast wydany. Podobno. Wielu krytyków i muzyków twierdzi, że to bzdura, że ta płyta musiała zostać nagrana w studiu, bo brzmi zwyczajnie za dobrze. Świetnie zagrane i świetnie nagrane, prawie nie słychać oznak zmęczenia "czarnoustych". Dla mnie ważne jest to, że "Los Valientes" rozpierdala, od początku do samego końca. Jest kilka przystanków na spokojniejsze granie, ale ogólnie to kurewsko przebojowy czad. Kawałki, które na (oficjalnie;]) studyjnych płytach były naprawdę brudne i ostre, tu zostały zaserwowane zaskakująco skocznie i przyjemnie. Inne, które wcześniej najwyżej bujały potencjalnych słuchaczy, tu są niezwykle energicznie wykonane (np. "Juvenile" - wcześniej leniwy blues, teraz szybki rock'n'roll). Można wyskoczyć z butów. "This gonna be the best live record ever!" - krzyczy do domniemanej publiczności jeden z muzyków i nawet jeśli jest to zwykłe oszustwo, to trzeba przyznać, że bardzo przekonujące.

1. M.I.A.
2. Boomerang
3. Sea Of Blasphemy
4. Stranger
5. Not A Problem
6. Hippie, Hippie, Hoorah
7. Boone
8. Everybody's Doing It
9. Fairy Stories
10. Dirty Hands
11. Buried Alive
12. Juvenile

do posłuchania "Sea Of Blasphemy"


http://rapidshare.com/files/17523095/Los_Valientes_Del_Mondo_Nuevo__2007_.zip
waga: 48 mb

Tokyo Electron "Will Put A Charge In You" (Shattered Records, 2005)

Początkowo jednoosobowa formacja założona przez Ryana Wonga, postać numer dwa w Reatards. Później do Wonga dołączył m.in. kolejny Niedorozwój, Steve Sleaze, a wreszcie sam Jay Reatard wyprodukował ich debiutancki album. Ale zanim do tego doszło, Wong samotnie nagrał trzy single, w których wyraźnie słychać wpływ Reatards, choć w każdym kolejnym stopniowo coraz mniej - w zamian więcej Oblivians. Fajnie się tego słucha po kolei, widać coraz więcej kombinowania w ciągłym poszukiwaniu własnego stylu. A warsztat rósł naprawdę szybko. "Will Put A Charge In You" to singiel numer trzy i moim skromnym pierwszy krok do prawdziwego Tokyo Electron. Będący idealnym połączeniem punkrocka i odjechanego rock'n'rolla. I love this shit

1. Innocent
2. Burn In Hell
3. Will Put A Charge In You

waga: 5,6 mb
http://www.megaupload.com/?d=04BUBDAJ

do posłuchania "Burn In Hell"

środa, 20 maja 2009

Reatards "Teenage Hate" (Goner Records, 1998)

Po wydaniu singla "Get Real Stupid", do Jaya Reatarda szybko dołączył inny pierdolec, Ryan Wong i w ten sposób Reatards już na zawsze przestało być jednoosobowym zespołem. "Teenage Hate" to ich "studyjny" debiut. Wściekły, szybki punk z rokendrolowymi riffami i ledwie kilkoma chwilami na odpoczynek. Osiemnaście killerów, w tym covery Fear i Dead Boys oraz nowa wersja utworu z "singla z wiaderkiem".
I taka cieawostka: po wydaniu tej płyty, Reatards wyruszyło na koncertowanie po Europie. W każdym lokalu po kolei dostawali bana na kolejne występy, oczywiście ze względu na rozpierdol jaki szerzyli. Znacie to skądś?

1. I'm So Gone
2. Stacye
3. I Love Living
4. When I Get Mad
5. C'mon Over
6. Out Of My Head Into My Bed
7. You Fucked Up My Dreams
8. It Ain't Me
9. Down In Flames
10. Gotta Rock'n'Roll
11. Memphis Blues
12. Quite All Right
13. Fashion Victim
14. Old News Baby
15. Not Good Enough For You
16. Ollie Vee
17. Not Your Man
18. I Can Live Without You

waga: 44,4 mb
http://www.megaupload.com/?d=QCY8SZX9

do posłuchania "Im So Gone

Oblivians "The Sympathy Sessions" (Sympathy For The Record Industry, 1996)

W 1994 wyszedł debiutancki ośmioutworowy mini-album Obliviansów. Ale nagrano więcej utworów, a Oblivians mieli jeszcze na sesje do Sympathy wracać. Tak więc to wydawnictwo to owy mini-album pt. "Oblivians" a.k.a "Never Enough" + reszta kawałków (w tym EPka "Six Of The Best" i singiel "Kick Your Ass"). To typowy dla nich przekrój muzyczny, od prostego pankroka przez garażowy blues po czystej wody rokendrol. Brudne to granie, ale i przebojowe. Płyta wyjątkowo spójna i zdecydowania warta poznania. Zresztą wydaje mi się, że może ona podejść ludziom, którym nie podobają się ich inne wydawnictwa. Trochę mniej tu typowego dla nich kombinowania, za to chyba całkiem dużo łatwo wpadających w ucho melodii.

1. Can't Take Another Night
2. Happy Blues
3. Never Enough
4. Feel Real Good
5. Plate In My Head
6. Five Hour Man
7. Shut My Mouth
8. Show Me What You Like
9. Clones
10. No Time
11. What Rocknroll Is All About
12. Memphis Creep
13. Something $ Nothing
14. Big Black Hole
15. Can't Afford You
16. Kick Your Ass
17. No Butter For My Bread
18. Show Me Again

waga: 72,29 mb
http://www.mediafire.com/?4wozdutmtii

do posłuchania "Memphis Creep"

Bad Times "Bad Times" (Goner Records, 2001 + Sympathy For The Record Industry, 2002)

A oto jednorazowy projekt typu "all stars band" - Erica z Oblivians, Jaya Reatarda wiadomo skąd i Kinga Louie Bankstona z Royal Pendletons, Persuaders i przede wszystkim King Louie One Man Band. Projekt bardzo jednorazowy, bo jego działalność ograniczyła się do zagrania jednej próby i jednego koncertu. Efektem tego właśnie to wydawnictwo - agresywny garażowy pankrok okazjonalnie masakrujący rokendrolowe riffy. W repertuarze jeden utwór Reatards, całość zresztą brzmi jak Oblivians przefiltrowane przez Reatards, no i Persuaders. Czyli maksimum brudu i satysfakcji dla wytrwałych.

1. Streets Of Iron
2. Over You
3. Momma Told Me So
4. The Jim Miller Bounce
5. Glitter Boys
6. You're So Lewd
7. Wrong Way To Love
8. Sometimes She Wants It
9. Listen To The Band
10. Trapped In The City
11. Bad Time
12. Crazy Dream
13. Before We're Dead And Gone
14. Vaccination

http://rapidshare.com/files/235129051/Bad_Times.rar.html
waga: 26,5 mb

do posłuchania "Listen To The Band"

sobota, 18 kwietnia 2009

Supercharger "Goes Way Out!" (Estrus, 1993)

Pierwsza - kultowa w niektórych kręgach - kapela Grega Lowery'ego, szefa Rip Off Records. Na zacnym portalu www.grunnenrocks.nl podpisana wiele mówiącym hasłem: "America's worst rock'n'roll band ever! NOT!". Za każdym razem, gdy ich słucham, odnoszę wrażenie, że to zaginiony ZŁY brat bliźniak Ramonesów. To równie melodyjny i równie prymitywny średnioszybko grany punkrock z klasycznymi rock'n'rollowymi wzorcami. Ale wykrzyczany, garażowo nagrany i zamiast haseł w stylu "I Wanna Be Your Boyfriend" mamy "Buzz Off" czy "Get Out Of My house". Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jakby brzmiało Ramones, gdyby nie zależało im na popularności, to odpalajce tę płytę. Good Shit!

1. Super X
2. No Sleep
3. Way Out
4. It's Alright
5. Buzz Off
6. You Irritate Me
7. I Took A Ride (When You Said I'm Gone)
8. Bailin' Out
9. Knockout
10. One Way Street
11. Sick To Death
12. Get Out Of My House
13. Sissy Jerk
14. Cindy Lou

waga: 23,7 mb
http://rapidshare.com/files/222849984/Supercharger_-_Goes_Way_Out_.rar.html

piątek, 17 kwietnia 2009

Reatards "Not Fucked Enough" (Empty Records US, 2005)

W 1999 roku Reatards zabrali się za nagrywanie swojego drugiego (po "Teenage Hate") albumu. Kiedy materiał był już gotowy, zespół się posypał, tzn. w składzie pozostał tylko słynny Jay. Natychmiast znalazł nowych członków i szybko nagrali całkiem nowe kawałki, które od razu wydali ("Grown Up Fucked Up"), zapominając o poprzednim materiale. Reatards rozpadło się jakiś rok później, a Jay zajął się innymi projektami. Kiedy w 2005 roku rozpadł się najważniejszy z nich - Lost Sounds, nasz ukochany Niedorozwój postanowił reaktywować swoją pierwszą miłość, a na wstępie wydać właśnie ten zapomniany - "prawie drugi" - album. Wyszło jeszcze kilka singli zapowiadajacych całkiem nowe pełnowymiarowe wydawnictwo, ale Jayowi się nagle odmieniło i zamiast je nagrać, to znowu porzucił Reatardów, tym razem dla solowej kariery. Ale pozostaje nam ta płyta, a jest to moim skromnym zdecydowanie najlepsze wydawnictwo Niedorozwojów. Dla porównania wydane wcześniej zamiast niego "Grown Up Fucked Up" w ogóle się nie umywa. Jest to punkrock pełną gębą z największą - jak na Reatardów - ilością rokendrolowych riffów. Ogólnie nie tak ostry jak wcześniej (pomijając kilka pierwszych utwórów), co zdecydownie wyszło mu na dobre i całkiem zróżnicowany (jest nawet przeróbka rock'n'ollowej ballady Compulsive Gamblers). Bywa nawet w miarę melodyjnie i przebojowo, choć to wciąż to samo niedorozwinięte granie, a kilka kawałków mocno kojarzy mi się z G.G. Allinem. Brzydko, brudnie i paskudnie, ale i do potańcowania czasami. Jak dla mnie najlepsza pankrokowa płyta ostatnich lat. YOU MUST HAVE IT.

1. Break Down
2. Drink Today
3. I Won't Make It
4. You Can't Run
5. Make It Fit
6. Pretty Baby
7. I Like Your Titty
8. Sick When I See
9. Keep On Walkin' Away
10. I Don't Want You
11. Won't Take You Back
12. Twice As Hard
13. Oh My Soul
14. Sour & Vicious Man
15. Saturday Night Suicide

waga: 37,7 mb
http://rapidshare.com/files/222410381/_2005__Not_Fucked_Enough.rar.html

PS: Kilka utworów znalazło się w innych wersjach na "Grown Up Fucked Up" oraz płytach innych reatardowych projektów - Bad Times i Lost Sounds.
PS #2: Rok przed "Not Fucked Enough" wydano "Bedroom Disasters", zbiór najwcześniejszych nagrań Reatardów.

czwartek, 16 kwietnia 2009

Subatomics "Big Smoke" (niewydane, 2006)

Na tych Kanadyjczyków natknąłem się przypadkiem w necie gdzieś w roku 2005. Był to ledwo założony zespół, tak podekscytowany swoim istnieniem, że co jakiś czas wrzucał do sieci nagrania ze swoich prób. No i nie da się ukryć, że ta banda amatorów mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Przebojowy, punkowy rock'n'roll inspirowany moimi ulubieńcami, naprawdę przyzwoicie zagrany. Szybko zacząłem im kibicować i czekać na kolejne wieści z frontu. Wreszcie po ok. roku czasu ukazała się informacja, że kolesie wchodzą do studia, szykuje się debiutancki singiel! No i nagrali go, ale mała niezależna wytwórnia, która miała go wydać, niespodziewanie upadła. A chwilę później rozpadł się i sam zespół. Wrzucili do neta swój niewydany debiut i pożegnali się z rokendrolem. Dziś przypomniałem sobie o nich (nie pierwszy raz) i postanowiłem wrzucić owy singiel na Trash Garage, bo przecież pasuje tu idealnie. Ale brakowało mi okładki i nie mogłem sobie przypomnieć w jakim to roku miało być wydane, tak więc postanowiłem pogrzebać w sieci. No i wchodzę na ich myspace i co widzę? Subatomics się właśnie reaktywują, a do odsłuchania już nowy utwór. No kurwa, takie zbiegi okoliczności to lubię. Oceńcie sami.

http://www.myspace.com/thesubatomics

1. Drive Me Wild
2. I Don't Know What To Say
3. Walk On
4. What You Waitin'For

waga: 8,18 mb
http://rapidshare.com/files/221865691/Subatomics_-_Big_Smoke.rar.html

do posłuchania "Drive Me Wild"

środa, 15 kwietnia 2009

Les Sexareenos "28 Party Dancers From Montreal's Finest" (Sympathy For The Record Industry, 2005)

A to kapela z Kanady. Miałem wrzucić któryś z ich dwóch studyjnych albumów, ale niestety przepadły z powodu pewnej awarii. Także wrzucam pośmiertny składak kawałków singlowych i odrzutów, który właściwie jest moim ulubionym ich wydawnictwem ze względu na większą ilość brudu i pankowych korzeni. Les Sexareenos grali roztańczonego rock'n'rolla, który każdego zgonującego właśnie pijaka przywróciłby do pionu, that's for sure. Człowiek słucha tego i jedyne na co ma ochotę, to skakać i tańczyć, skakać i tańczyć, a także skakać i tańczyć. Najlepiej w towarzystwie jakiejś niekoniecznie wyimagowanej pin up girl. Zajebiście chwytliwe melodie i pozytywny power, którym ożywić by można niejednego zombiaka. Czyżbym się powtarzał? Dodam tylko, że jednym z członków tego zacnego zespołu był koleś znany głównie jako Mark Sultan, późniejszy lider jednoosobowej załogi o nazwie BBQ. Którą w skrzyżowaniu z Kingiem Khanem niedługo tu wrzucę. A póki co - Everybody Sexareeno!

1. Wild Wild Wild
2. Leave Me Alone
3. Everybody Sexareeno!
4. Let's Go
5. Ruby D
6. I Can't
7. Girl
8. Mojo Workout
9. Out To Sea (Alternate Take)
10. Work For Run
11. Way That You Work
12. Lights Out
13. We Gonna Ball
14. Why Why Why
15. Journey To Tyme (Alternate Take)
16. I Found You
17. Boys Are Boys
18. Sorority Girl
19. Roses Are Red
20. Carolina, Yeah!
21. Go Away
22. Take It Off
23. All The Kids
24. Without Your Love
25. Don't Need You No More
26. I Need You There
27. Little Bit O' Soul
28. White Light, White Heat (Live)

waga: 81,9 mb
http://rapidshare.com/files/221790502/Les_Sexareenos_-_28_Party_Dancers.rar.html

do posłuchania "Girl"

April March & The Makers "April March Sings Along With The Makers" (Sympathy For The Records Industry, 1996)

April March to sympatyczna laska, której sławę tu i tam przyniósł rokendrolowy utwór pt. "Chick Habbit" (znany choćby z filmu "Death Proof"), a która na co dzień porusza się po terenach old skulowego poprocka (or something). The Makers to już niemłodzi pankowcy siedzący w undergroundowym rokendrolu, którzy pewnego pięknego dnia ją przypadkiem poznali. Ta płyta to specyficzny "tribute to The Makers", bowiem sami przerobili swoje kawałki zapraszając pannę Marzec do mikrofonu. Trzeba zaznaczyć, że odświeżenie wyszło im bardzo udane, a przebojowa kokietka powinna moim skromnym na stałe przerzucić się na takie klimaty. Marnuje się bidula w tym swoim popie, jej słodki wokal pasuje tu idealnie. A na pewno jest lepszy od wokalu Mike'a Makera (ups!). Przed wami niecałe 20 minut szybkich hiciorów na każdą okazję.

1. Dreams Don't Come True
2. I Just Might Crack
3. Try To Cry
4. Sometimes, Sometimes
5. Sad Little Bug
6. Explosion
7. I'm Alone
8. Let Him Try
9. Bust Out

waga: 16,4 mb
http://rapidshare.com/files/221606609/April_March___The_Makers.rar.html

do posłuchania "I Just Might Crack"

Oblivians "Strong Come On" (Crypt, 1996)

Singiel zapowiadający płytę "Popular Favorites". Z trzech zawartych na nim kawałków, tylko mocno ramonesowaty "Strong Come On" się na niej znalazł, ale w wersji dużo "ładniejszej". Singiel to surowy, garażowy rozpierdol, choć i tak naprawdę przebojowy/taneczny. A "Let Him Try"to jeden z najlepszych kawałków jakie kiedykolwiek nagrali i basta.

1. Strong Come On
2. Let Him Try
3. Black September

waga: 7,37 mb
http://rapidshare.com/files/221530953/_1996__Strong_Come_On.rar.html

do posłuchania "Let Him Try"

Black Lips "We Dit Not Know The Forest Spirit Made The Flowers Grow" (Bomp!, 2004)

Kolejne popierdolone oryginały, których zabraknąć tu nie mogło. Ci niepozorni maniacy taniego alkoholu, palenia ganji, obnażania się i bicia między sobą na koncertach, to królowie współczesnego garage rocka. Mówi się o nich, że to nowe wcielenie The Germs i wydaje mi się to całkiem trafnym stwierdzeniem. Granie często niechlujne i chaotyczne, pełne brudu i fałszujących śpiewów, które nazwali flower punkiem (tak, tak, kochają przećpaną psychodelę). Z czasem zaczęli iść w stronę bardziej melodyjnego, "czystszego" (choć równie zakręconego) grania, ale o tym może innym razem. Mnie najbardziej interesuje ich najbrzydsze oblicze. "We Dit Not Know..." to ich najostrzejsze, najbardziej pankowe (niekoniecznie gatunkowo) wydawnictwo, choć paradoksalnie (?) najbardziej spójne - no po zabójczo naspidowanej koncertówce "Los Valientes Del Mundo Nuevo", która na sto banków prędzej czy później się tu pojawi. Ale że nie taki diabeł straszny, nie bójcie się tu jakichś ekstremalnych czadów, bo to po prostu brzydko zagrany, hałaśliwy rokendrol i blues, z gratisowym pankrokiem tu i ówdzie. W każdym razie jest to 100% trash garage. Czy się wam spodoba czy nie - rozjebie wasze móżgi.

1. M.I.A.
2. Time Of The Scab
3. Down Of The Age Of Tomorrow
4. Nothing At All
5. 100 New Fears
6. Stranger
7. Juvenile
8. Notown Blues
9. Ghetto Cross
10. Jumpin' Around
11. Super X-13

waga: 32,1 mb
http://rapidshare.com/files/221518807/_2004__We_Did_Not_Know_the_Forest_Spirit_Made_the_Flowers_Grow.rar.html

do posłuchania "Stranger"

Reigning Sound "Too Much Guitar" (In The Red, 2004)

No to się nazywa rock'n'roll! Po rozpadzie Oblivians, Greg Cartwright i Jack Yarber reaktywowali swoją pierwszą miłość, bluesrockowe Compulsive Gamblers. Jak się okazało - tylko na chwilę. A że nie ma tego złego, Cartwright założył następnie Reigning Sound kontynuujące właściwie muzykę Gamblerów, ale penetrujące bardziej rejony soul i country (akysz!). "Too Much Guitar" to płyta w dyskografii Reigning Sound wyjątkowa, bo będąca jednorazowym powrotem do ostrzejszego grania bliższego Oblivians, ale podanego w formie dużo bardziej przystępnej. Jest tu mnóstwo brudu i energii, ale nie hałasu i agresji. Piosenki są bardziej przebojowe i klasyczne (skojarzenia z np. MC 5), zamiast darcia ryja mamy zwykle ładne wokale, a całość jest bardzo spójna, pozbawiona obliviansowego chaosu. Pomijając kilka przystanków na rockowe ballady, ta płyta to jeden wielki energetyczny rozpierdol, szczególnie kończący ją punkowy "Medication" z szalonym pianinkiem w tle, którego nie da się nie pokochać. Get it!

1. We Repel Each Other
2. Your Love Is A Fine Thing
3. If You Can't Give Me Everything
4. You Got Me Hummin'
5. When You Touch Me
6. Funny Thing
7. Get It
8. I'll Cry
9. Drowning
10. Uptight Tonight
11. Exedrine Headache #265
12. Let Yourself Go
13. So Easy
14. Medication

waga: 42,3 mb
http://rapidshare.com/files/221489336/_2004__Too_Much_Guitar.rar.html

do posłuchania "Medication"

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

The Hunches "Dance Alone" (Flying Bomb Records, 2004)

The Hunches to zdecydowanie jeden z oryginalniejszych zespołów ostatnich lat. Grali (niedawno się rozpadli) ekstremalną muzykę będącą wypadkową rock'n'rolla, noise'u, jakiegoś połamanego punkrocka podchodzącego czasem pod hc i diabeł wie czego jeszcze. Ten singiel to ich najbardziej melodyjne, rokendrolowe wydawnictwo i wyjątkowo pozbawione noise'owych szaleństw. Bardzo liczyłem na to, że jest on zapowiedzią nowej płyty nagranej w tym stylu (mniej brudu, wszelkich pisków i sprzężeń niż wcześniej w zamian za pewną przebojowość i bardziej klasyczne zagrywki), ale po dłuższym okresie milczenia poszli w jeszcze inną stronę (o czym innym razem). Oh baby shake that thing!

1. Mind Fuck Blues
2. Shake That Thing
3. Dance Alone

waga: 15,6 mb
http://rapidshare.com/files/220955893/_2004__Dance_Alone.rar.html

do posłuchania "Shake That Thing"